piątek, 30 grudnia 2016

Recenzja: Remigiusz Mróz „Behawiorysta”


Ponieważ koniec roku jest już za pasem, postanowiłam jeszcze dać szansę autorowi o którym dużo już słyszałam, jednak nigdy nie miałam okazji sięgnąć po jego twórczość. Mowa tutaj o polskim pisarzu, Remigiuszu Mrozie. Czy Behawiorysta to idealna lektura na zimowe wieczory?

piątek, 23 grudnia 2016

Recenzja filmu: Star Wars: Rouge One / Łotr 1. Gwiezdne Wojny



Pamiętam, jak za dzieciaka biegaliśmy po podwórku udając, że jesteśmy postaciami z różnych filmów - a to Power Rangers, a to księżniczką Xeną… Mój kolega zawsze, ale to zawsze podczas zabaw wcielał się w Skywalkera i wykrzykiwał kwestie z Gwiezdnych Wojen, wymachując plastikowym mieczem. To od niego nauczyłam się kilku klasycznych dialogów oraz imion postaci, jednak nie dane było mi obejrzeć tej kultowej serii aż do zeszłego roku, kiedy zbliżała się premiera Przebudzenia mocy.


środa, 14 grudnia 2016

Poradnik blogera: Jak napisać recenzję?


W czeluściach Internetu możemy znaleźć setki, jak nie tysiące recenzji książek i filmów. To prawda, że w obecnych czasach odchodzimy od przyjętych form i silimy się na oryginalność, jednak pewne schematy powstały po to, aby ułatwić nam pracę i zostać zrozumianym przez naszych czytelników. Warto z nich korzystać, nie zapominając przy tym o kreatywności i własnym stylu. A zatem jak napisać recenzję książki?

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Recenzja: „Angelfall” Susan Ee



Jak przeżyć Armagedon?

Po książkę tą sięgnęłam z pewnymi wątpliwościami. Lubię książki traktujące o zagładzie ludzkości - było już chyba wszystko: zombie, wirusy, kataklizmy… Jednak nigdy jeszcze nie czytałam książki o Armagedonie i aniołach, które bez wyraźnego powodu zaatakowały ludzi, niosąc za sobą falę strachu i śmierci.

środa, 7 grudnia 2016

Recenzja: „Nie ma tego złego” Katarzyna Żak


Katarzyna Żak „Nie ma tego złego”, czyli jak się podnieść po rozstaniu, wikłając się w sprawę morderstwa. „Nie ma tego złego” jest moją pierwszą książką autorstwa Katarzyny Żak. Powieść pochodzi z serii „Literatura z babeczką” i muszę przyznać, że historia wciągnęła mnie od pierwszych stron i bardzo polubiłam się z głównymi bohaterami.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

The rant post: ponarzekajmy. Winne bycia siedemnastkami.


Któż nie lubi dobrego young adult. Gatunek ten w rekordowym tempie stał się jednym z najpopularniejszych, ponieważ łączy ze sobą wiele wątków, które my - młodzi ciałem i duchem - znamy i lubimy - mamy młodych bohaterów, romanse, intrygi i nierzadko wiele elementów fantastycznych. Sama również bardzo lubię ten gatunek. Dlatego dzisiaj na niego ponarzekam.

czwartek, 1 grudnia 2016

Podsumowanie listopada


Ja się pytam, gdzie uciekł ten miesiąc, ponieważ nawet nie zauważyłam, jak minął! Niestety, jeśli chodzi o listopad, to książkowo było dość ubogo. Tak jak w zeszłym rzucałam się na każdą książkę, jaką tylko miałam pod ręką, tak w tym nawet kiedy już wygospodarowałam czas na relaks, nie miałam ochoty zagłębiać się w lekturze. Macie jakieś sprawdzone metody na książkowego kaca?

piątek, 25 listopada 2016

Jak uczyć się języka czytając książki - część 2.


Artykuł dotyczący nauki języków poprzez czytanie miał naprawdę wiele wyświetleń i zauważyłam, że wielu z Was pragnie nauczyć się lub w ogóle zacząć czytać w obcym języku, ale ma podobne doświadczenia jak ja i szybko się zniechęca. Dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam ofertę wydawnictwa [ze słownikiem], które na rynku jest stosunkowo krótko, ale oferuje klasyki literatury angielskiej z podręcznym słownikiem angielsko-polskim.

środa, 23 listopada 2016

Stosik wielojęzyczny pierwszy, czyli miałam przecież nie kupować książek.


Ogólnie wolę książki papierowe, jednak z wielu powodów sięgam po ebooki. Przede wszystkim mam małe mieszkanie i zdecydowałam się absolutnie nie kupować książek tylko po to, by z dumą prezentować je na półce. Owszem, mam kilka egzemplarzy, które znajdują się na niej ze względu na swą wartość sentymentalną - na przykład trylogia tolkienowska. Ostatnio jednak wbrew swoim zasadom stałam się posiadaczką kilku ciekawych książek.

środa, 16 listopada 2016

Recenzja: „Mam Twój telefon” Sophie Kinsella


Jak to jest dzielić skrzynkę mejlową z obcym facetem?Książkę, którą dzisiaj zrecenzuję, wygrałam dzięki współpracy Stworka vel Oke oraz wydawnictwa Sonia Draga. Przyznam, że czekałam na przesyłkę, ponieważ miałam wielką ochotę na chwilę odpocząć od swoich zwyczajowych fantasy i kryminałów i poczytać sobie lekką książkę z humorem. „Mam Twój telefon” jest pierwszą książką Sophie Kinselli, ponoć królowej chick-litu, którą miałam okazję przeczytać, ale już od pierwszych stron wiedziałam, że będzie to przyjemna lektura.

poniedziałek, 14 listopada 2016

LBA #2


Ponieważ z powodu podróży mam ostatnio przestój w notatkach, dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na kolejną porcję pytań, zadanych mi przez Vampireheart w ramach LBA. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że nominacje krążą okrągły rok. Myślałam, że to jakaś sezonowa zabawa. W każdym razie - dziękuję za nominację, :))

czwartek, 3 listopada 2016

Recenzja: „Załącznik” Rainbow Rowell


Kiedy ktoś ma obsesję na twoim punkcie, a ty uważasz, że to słodkie. 

Poszłam za ciosem i od razu po przeczytaniu „Fangirl” zabrałam się za „Załącznik”. Wydawało mi się, że skoro „Fangirl” nie była taka zła, a poza tym wszędzie widzę ostatnio nazwisko Rainbow Rowell i jej twórczość, która jest oceniana dość wysoko, to będzie to genialny pomysł. Opis na okładce brzmiał bardzo przyjemnie i mogłam założyć, że czas, który poświęcę na przebrnięcie przez trzysta stron powieści nie będzie czasem straconym. Czy miałam rację?

poniedziałek, 31 października 2016

Podsumowanie października




Początek miesiąca nie był dla mnie zbyt łaskawy. Miałam wielki problem z chceniem i trochę się zmuszałam do skończenia „Szóstki Wron”, ponieważ zbliżał się termin oddania jej do biblioteki. Jednak po pierwszym tygodniu coś się odblokowało i czytałam w każdej wolnej chwili. W październiku udało mi się przeczytać dziesięć książek i niemal skończyć jedenastą.

czwartek, 27 października 2016

Recenzja: „Przez niego zginę” K. A. Tucker, czyli jakich facetów nie podrywać



Jeśli chodzi o kryminały i thrillery to przeczytałam ich tonę i dwieście. Całe gimnazjum spędziłam na czytaniu o krwawych zbrodniach i tajemniczych zagadkach, dlatego po dłuuugiej przerwie (odkryłam fantastykę, przepraszam) z chęcią sięgnęłam po kolejny kryminał i miałam nadzieję na mrożącą krew w żyłach, zręcznie napisaną historię. Ale cóż, jeśli ktoś namiętnie czytał Kinga czy Koontza to oczekuje flaków, gwałtownych zwrotów akcji, szukania poszlak i przedziwnych motywów i portretów psychologicznych. „Przez niego zginę” niczym specjalnym mnie nie zaskoczyło.

poniedziałek, 24 października 2016

Recenzja: Kerstin Gier „Czerwień Rubinu” (Trylogia Czasu #1)


Nie wiem, czy jestem w ciąży, czy zaraz mnie przeniesie w czasie

Czy tylko ja mam problem z zapamiętaniem tytułu książki, którą akurat czytam? Przysięgam, że w połowie pisania recenzji zorientowałam się, że zamiast „Czerwień rubinu” z cztery razy napisałam „Czerwień szafiru” (co ma tylko sens, gdy zna się tytuł drugiej części, mianowicie „Błękit szafiru”), a później z uporem wklepywałam ”Czerwony rubin” (co ma już większy sens). To samo miałam z „Szóstką wron” - jak dla mnie to było „Sześć Wron” i tyle. No ale ja nie o tym dzisiaj.

czwartek, 20 października 2016

Recenzja: „Fangirl” Rainbow Rowell, czyli fandomy łączmy się!


 Ostatnio udało mi się w końcu przełamać czytelnicze lenistwo i rzuciłam się w wir czytana. Na pewno pomogła mi zmiana gatunku – porzuciłam na chwilę moje ukochane fantasy i wyszło mi to na dobre. W moje ręce wpadła wydana w zeszłe wakacje „Fangirl” Rainbow Rowell. Książka była przeurocza i czytało się ją błyskawicznie!

sobota, 15 października 2016

Recenzja: „Szóstka Wron” Leigh Bardugo


Bardzo żałuję, że akurat Szóstka Wron Leigh Bardugo  natrafiła na mój czytelniczy kac. Przez pierwsze dwa rozdziały przebijałam się jakiś tydzień. Zupełnie nie miałam ochoty na kolejną książkę fantasy. Albo jakąkolwiek książkę. Za oknem szalał wiatr, a ja wypijałam hektolitry zielonej herbaty i większość wolnego czasu spędzałam pod kocem, dlatego warunki do czytania miałam całkiem niezłe. Gdyby tylko tak się chciało... Ale w końcu zachęcona pozytywnymi ocenami na wszelkich możliwych portalach i platformach, zmusiłam się do dalszej lektury i nie żałuję. Pomijając ten nieszczęsny początek, powieść pochłonęłam jednego dnia. Taka była fajna!

sobota, 8 października 2016

Książki, filmy i seriale o angielskich królowych



Gdy ktoś mnie pyta, czy lubię powieści historyczne, to od razu mówię - „zdefiniuj powieść historyczną. Masz na myśli Potop?”. Mimo, że zawsze lubiłam historię, to powieści historycznych starałam się unikać. Jednak kilka lat temu odkryłam książki Philippy Gregory. Zakochałam się w jej stylu pisania, sposobie tworzenia silnych kobiecych postaci oraz opisie intryg i flirtów na dworze angielskim.Powstało też kilka filmów i seriali opartych na jej twórczości. Z czasem poszerzyłam swoje zainteresowanie i mimo, że dalej głownie interesuję się historią Anglii epoki Tudorów, to filmy i seriale o angielskich monarchiniach stało się moim guilty pleasure. Zapraszam na małe zestawienie:




Królowa Anna Boleyn i jej siostra Maria (XVI wiek)



Film: Kochanice Króla (The other Boleyn girl, 2008)
Książka: Kochanice Króla (The other Boleyn girl, 2003) - drugi tom cyklu Tudorowskiego, Philippa Gregory
Siostry Boleyn miały naprawdę smutne życie, wypełnione knowaniami i intrygami. Jako pionki w rękach mężczyzn, nie miały prawa decydować o swoim losie. Pech chciał, że obie zmuszone były zdobyć serce króla Henryka VIII, który znany był jako kapryśny i kochliwy kochanek. Fakt ten potwierdza również liczba żon, które posiadał i zabił.  Tak naprawdę to dzięki właśnie tej książce pokochałam historię Anglii i jej monarchów, a w szczególności epokę Tudorów. Philippa Gregory aż dotąd pozostaje jedną z moich ulubionych autorek, która w niesamowity sposób potrafi ożywić postacie znane nam jedynie z nudnych szkolnych podręczników. Miło też było później obejrzeć film na podstawie tej książki, w którym główne role zagrały Natalie Portman i Scarlett Johansson.

Natalie Portman i Scarlett Johansson



Królowa Elżbieta Woodvile, królowa Anna Neville i matka króla Małgorzata Beaufort (XV wiek)



Serial: Dziesięcioodcinkowa mini seria BBC The White Queen, Biała Królowa
Książki: Seria została oparta na trzech historycznych książkach z serii Wojny Kuzynów  pisarki Philippy Gregory – Biała Królowa (z perspektywy Elżbiety Woodville, żony Edwarda IV), Czerwona Królowa (z perspektywy założycielki rodu Tudorów, Małgorzaty Beaufort) oraz Córka Twórcy Królów (z perspektywy Anny Neville).

Serial Biała Królowa


Książka Biała Królowa podobała mi się przede wszystkim dlatego, że w końcu dostrzegłam prawdziwą miłość pomiędzy królem, a jego żoną - czy tak było naprawdę, nie wiemy, ale ich historia z pewnością się wyróżnia, a ja w końcu mogłam przeczytać o parze królewskiej, która nie była ze sobą z przymusu. Szczególnie, gdy król umiera, a Elżbieta wraz z dziećmi znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, widzimy jak krucha i niepewna jest przyszłość kobiet w średniowieczu. Czerwona Królowa pokazuje nam determinację i spryt Małgorzaty Beaufort, która za wszelką cenę pragnie posadzić na tronie swojego syna, natomiast Córka Twórcy Królów ukazuje losy młodziutkiej i niewinnej Anny, córki ambitnego Warwicka, Twórcy Królów.
Serial również przypadł mi do gustu. Skupia się on przede wszystkim na tytułowej Białej Królowej, czyli Elżbiecie, aczkolwiek równocześnie rozwija się w nim wątek Anny i Małgorzaty. Polecam!



Wiktoria Hanowerska:

Jenna Coleman jako Wiktoria Hanowerska


Serial: Victoria (2016) - ukazuje losy młodej królowej Wiktorii Hanowerskiej, która wstępuje na tron w wieku 18 lat. Jak można się domyślić, niejeden próbuje wywrzeć wpływ na niedoświadczoną władczynię, by zdobyć tytuły i bogactwo. Wiktoria, pomimo młodego wieku, dowodzi, że krajem można rządzić bez udziału „pomocnych wujków”. (XIX wiek)

Dodatkowo:
Claire Foy jako Elżbieta II



4 listopada Netflix planuje wypuścić serię The Crown traktującą o losach Elżbiety II, obecnej królowej Anglii. (XX/XXI wiek)

A wy lubicie jakieś powieści lub seriale historyczne?



piątek, 30 września 2016

Podsumowanie września


Wrzesień był miesiącem, który rozpoczął się pod względem czytelniczym wyśmienicie, bo już w pierwszym tygodniu miałam przeczytane dwie książki i zabierałam się za trzecią. Niestety, po przeczytaniu „Empire of Storms” dostałam totalnego kaca czytelniczego i kompletnie nie mogłam zmusić się do czytania. Niestety, ucierpiało na tym „Szóstka Wron”, której pierwsze rozdziały mielę już od tygodnia - niech ktoś mi powie, czy warto, bo już nie mam siły!

niedziela, 18 września 2016

Recenzja: „Cyrk nocy” Erin Morgenstern, czyli łakomy kąsek dla wielbicieli opisów



Cyrk pojawia się bez ostrzeżenia. Otwarty jest od zmierzchu do świtu, całą noc. Namioty pomalowane są w białe i czarne paski, w powietrzu pachnie słonym popcornem i jabłkami w słodkim karmelu, u wejścia stoi piękny, misternie stworzony przez niemieckiego zegarmistrza zegar. Widzowie są zachwyceni. W każdym namiocie czekają na nich inne, magiczne atrakcje. Akrobaci z gracją wirują pod niebem. Sztuczki iluzjonistki wprawiają w zachwyt. Spacer po magicznym Lodowym Ogrodzie jest niezapomniany. Nikt nie wie, że cyrk to tylko gra, pole walki, arena na której odbywa się potyczka.

sobota, 10 września 2016

Jak uczyć się języka czytając książki - pięć wskazówek


Wielu z nas pragnie płynnie czytać w języku obcym. Chociaż teraz bardzo lubię lekturę książek niepolskojęzycznych, to muszę przyznać, że nie zawsze było łatwo, ale metodą prób i błędów dużo się nauczyłam i chciałabym podzielić się trochę moimi sprawdzonymi sposobami. Poniżej znajdziecie pięć wskazówek, do których staram się stosować, gdy czytam książki i teksty w językach obcych – mam nadzieję, że moje spostrzeżenia się przydadzą.


Pamiętam, jak zaczynałam czytać po angielsku – moje pierwsze kroki były bardzo nieporadne, męczyłam się czytając i szybko zniechęcałam. Nie chciałam czytać z długopisem w ręku i słownikiem obok, czyniąc czytanie książki żmudnym procesem. Z czasem było mi coraz łatwiej, czytanie szło mi sprawniej, aż w końcu nie stanowiło mi to różnicy, czy czytam po polsku czy po angielsku. Bogatsza o to doświadczenie, zebrałam najbardziej przydatne sposoby i w ten sposób zaczęłam uczyć się języka szwedzkiego. Nie doszłam jeszcze do perfekcji, ponieważ lenistwo, systematyczność i brak dobrego planowania to moi wrogowie, jeśli chodzi o naukę języków, jednak chciałabym wspomnieć teraz o kilku rzeczach, które pomagają mi w nauce czytania w obcym języku.

1. Dobieranie odpowiedniej książki: Nie ukrywajmy, na początku być może będziesz miał duży problem ze zrozumieniem tekstu, dlatego najlepiej wybrać książkę, którą dobrze znasz w swoim ojczystym języku. Tym sposobem nie będziesz się denerwować, że nie rozumiesz fabuły – skupisz się po prostu na przeżywaniu ulubionej historii w nowym języku.


2. Tłumaczyć czy nie tłumaczyć? No właśnie, co ze słowami, których nie rozumiemy?
  • Jeżeli nie zrozumiesz ważnego słowa i przez to nie wiesz, co się dzieje w tekście, daj sobie chwilę na doczytanie akapitu (lub kolejnego zdania). Istnieje duża szansa, że zrozumiesz znaczenie zdania z kontekstu. Pamiętaj, że czytanie nie polega na tłumaczeniu każdego nieznanego słowa i uczeniu się go na pamięć.
  • Jeśli nieznane dotąd słowo nie jest używane często, nie spotykasz go w gazetach, czy podczas rozmów z innymi – nie zapisuj go. Przyjdzie czas kiedy i je zapamiętasz. A być może zostanie ono użyte jeszcze kilka razy w tekście i zanim skończysz książkę, utkwią ci w pamięci.
Przykład: Jeżeli czytasz Pottera i w każdym rozdziale występuje słowo różdżka, czarodziej, czy miotła, to zanim skończysz książkę, twój mózg zapamięta słowo – znam to z autopsji.

  • Jeżeli uważasz, że nieznane dotąd słowo jest ważne i użyteczne, najlepiej je zapisz. Możesz też pomyśleć w jakim innym kontekście możesz je użyć. Jeżeli lubisz pisać po książkach, zaznacz sobie dane słowo, zdanie lub zwrot kolorowym markerem.

3. Gdzie zapisuję słowa?

Jeżeli stwierdzę, że słowo jest przydatne – wpisuję je zazwyczaj w telefon. Kiedyś próbowałam prowadzić piętnaście zeszytów ze słownictwem, jednak nigdy do nich nie wracałam. Teraz słowa zapisuję w notatniku na telefonie lub w aplikacji – takiej, jak ta poniżej. Później często rozmawiam ze sobą, używając nowych słów i zwrotów i tworzę w swojej głowie scenki – być może brzmi to śmiesznie, ale działa cuda. Zazwyczaj gadam do siebie, kiedy zmywam, maluję się lub myję włosy. ;)


Prosta aplikacja pomagająca tworzyć listy słów
4. Czytanie na głos i półgłosem. Warto też czytać na głos – wymawiając słowa lepiej je rozumiemy i zapamiętujemy. Zdarza mi się to dość często, więc dawno już przestałam się przejmować obecnością innych domowników. Staram się po prostu dobrze bawić, wczuwając w dialogi i odgrywając różne postacie. Czasem czytam też sobie pod nosem. Jeżeli nie wiem jak wymówić dane słowo, zaglądam na Forvo – przewodnik po wymowie.


5. Stawianie sobie celów. Nie ukrywajmy, bez celów daleko nie zajdziesz. Zaczynając czytać książkę w języku obcym, najważniejszy cel jaki powinien ci przyświecać to dotrwanie do końca. Będą łatwiejsze i trudniejsze rozdziały, będziesz chciał się poddać, być może stracisz ochotę – ale naprawdę warto skończyć. Z każdą kolejną książką jest co raz łatwiej. Wiele zwrotów i określeń powtarza się i natkniesz się na nie w niemal każdej powieści, a przecież kluczem jest tutaj powtarzanie.




Nie lubię pisać po książkach, ale po gazetach - jak najbardziej. Zazwyczaj mam prostą metodę - jednym kolorem zaznaczam grupy wyrazów, które rozumiem, ale które chcę zapamiętać razem lub które są kluczowe dla tekstu, a drugim kolorem podkreślam słowa, których nie rozumiem. Na marginesie robię notatki.



I najważniejsze - nie poddawaj się! Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba wyniesie coś dla siebie z tego krótkiego artykułu. I pamiętaj, praktyka czyni mistrza. Powodzenia!


czwartek, 8 września 2016

Recenzja: "The narrow bed" Sophie Hannah, czyli dlaczego nie warto mieć przyjaciół


Uwielbiam kryminały i thrillery, zagadki, morderstwa i śledztwa – dlatego z przyjemnością sięgnęłam po wydaną w tym roku książkę Sophie Hannah - „The narrow bed”. Sophie Hannah od lat pisze serię książek o konstablu Simonie Waterhousie, policjancie z Wydziału Kryminalnego w Spilling, a „The narrow bed” jest dziesiątym tomem cyklu Spilling CID lub też w polskim tłumaczniu – serii o Konstablu Simonie Waterhouse.


Mijają kolejne miesiące, a policja nie jest w stanie złapać seryjnego mordercy, którego prasa ochrzciła Billy Dead Mates (jako „zabawny” odpowiednik zwrotu billy-no-mates, czyli po prostu kogoś bez przyjaciół). Billy zdaje się zabijać pary przyjaciół, jednak nikt nie wie, jaki ma motyw i w jaki sposób wybiera swoje ofiary. Wiadomo jednak, że każda z osób niedługo przed śmiercią znalazła się w posiadaniu ręcznie robionej, białej książeczki z fragmentem wiersza, często traktującym o śmierci i umieraniu.

Komik Kim Tribbeck również dostała charakterystyczną książeczkę na jednym ze swoich licznych show. Rok wcześniej. Jakim cudem więc jeszcze żyje? I dlaczego Billy wybrał właśnie ją – rozwódkę, z ciętym humorem i bez przyjaciół?

Kiedy introwertyczny Simon próbuje rozgryźć morderstwa par przyjaciół, jego żona Charlie prowadzi własne śledztwo, starając się poznać tajemnicę swojej siostry Liv, która ukrywa coś przed swoją rodziną. Charlie, która nie może wybaczyć siostrze kłamstw, nie cofnie się przed niczym, by doprowadzić sprawę do końca.

Historia trzymała mnie w napięciu do ostatnich stron. Powieść czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko, pomimo licznych wątków i perspektyw. Normalnie nie przepadam, gdy narracja skacze z osoby na osobę, jednak tutaj nie miałam nic przeciwko takiemu zabiegowi. Poznajemy bliżej sarkastyczną Kim, jej wyluzowanego byłego męża, sztywnego byłego kochanka i brata, który jest, ale tak naprawdę mogłoby go nie być. Przyglądamy się też pracy policji, dowiadujemy się, jak wygląda profilowanie, szukanie motywów, rozpatrywanie różnych scenariuszy zdarzeń i przesłuchiwanie świadków i podejrzanych. Czytamy fragmenty książki Kim, Origami, w której opisuje swój wkład w rozwiązanie zagadki i odkrycie tożsamości Billy'ego, a także kolumnę dziennikarki Sondry Halliday, która jest zagorzałą feministką, nienawidzi mężczyzn i chętnie komentuje nieudolne poczynania policji, a nawet pisze otwarty list do mordercy.


Sophie Hannah ma naprawdę duży dar kreowania postaci, a jej powieść to prawdziwa skarbnica osobliwości. Książek serii nie trzeba czytać w kolejności chronologicznej – każda dotyczy odrębnej sprawy, a autorka unika spoilerowania wydarzeń ze wcześniejszych tomów. Niestety nie wiem, kiedy można spodziewać się tłumaczenia tej książki na język polski, ale na pewno ukaże się ona na rynku. Jeżeli ktoś chciałby przeczytać ją w oryginalne, to myślę, że jest to książka na poziomie zaawansowanym, ale ci, co lubią kryminały i nie straszny im słownik, powinni dać sobie radę. 

poniedziałek, 5 września 2016

Recenzja: "Stjärnlösa nätter" Arkan Asaad, czyli o małżeństwie z przymusu


Po książkę sięgnęłam bardziej z przymusu, niż ze szczerych chęci. Przede wszystkim moim ulubionym czytadłem są kryminały, fantasy i powieści historyczne umiejscowione w średniowiecznej Anglii – a niekoniecznie powieści na faktach, z elementami biograficznymi, o życiowych tragediach (nie mówię jednak nie). Pozycję tę wybrał dla nas nauczyciel, jako obowiązkową lekturę na ten semestr, także posłusznie powędrowałam do biblioteki i zaopatrzyłam się „Stjärnlösa nätter, czyli „Bezgwiezdne noce”, autorstwa Arkana Asaad (powieść niestety nie została przetłumaczona na język polski).


piątek, 2 września 2016

Podsumowanie: sierpień 2016



Lato przyszło i minęło w tempie ekspresowym - i tak samo pierwszy miesiąc istnienia bloga (a nawet chyba jeszcze nie :)).  Sierpień był przyjemnym miesiącem czytelniczym, ponieważ każdą z książek naprawdę lekko i szybko się czytało. Przeczytałam wprawdzie tylko pięć książek i napisałam cztery recenzje, ale i tak jestem zadowolona z wyniku. Nie jestem za to zadowolona z faktu, że piszę teraz spod koca, a obok mnie rośnie stos zużytych chusteczek. Nie ma to jak zacząć nowy miesiąc chorobą... 

środa, 24 sierpnia 2016

Recenzja: „Mroczniejszy odcień magii” V. E. Schwab


O Victorii Schwab słyszałam i czytałam wiele dobrego na zagranicznych portalach, dlatego mocno się zdziwiłam, że w języku polskim dostępna jest tylko jedna jej książka - „Mroczniejszy odcień magii”, pierwszy tom cyklu „Odcienie magii”. W pobliskiej bibliotece akurat były dostępne dwa pierwsze tomy w języku angielskim, dlatego postanowiłam się w nie zaopatrzyć i samej się przekonać, czy książka faktycznie warta jest całego tego szumu. Całe szczęście, że się nie zawiodłam.

wtorek, 23 sierpnia 2016

TAG: Liebster Blog Award 2016



Byłam naprawdę zdziwiona, gdy zostałam nominowana do tej zabawy przez dwie osoby. Bardzo mi miło, szczególnie, że blog nie istnieje nawet miesiąc, więc zupełnie się tego nie spodziewałam. Niemniej jednak postaram się odpowiedzieć na pytania. :)


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

„Przedpremierowa" recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" John Tiffany i Jack Thorne


Przedpremierowa, ponieważ polskie tłumaczenie dostaniemy dopiero w październiku, aczkolwiek jestem świeżo po lekturze angielskiej wersji i bardzo chcę się podzielić swoimi myślami, zanim zapomnę co czułam, czytając tę książkę.

Zanim zasiadłam do czytania własnego egzemplarza, poczytałam kilka recenzji, które głównie traktowały o wrażeniach czytelników (spoilerów unikałam jak ognia) i zauważyłam, że wiele z nich nie było pochlebnych. Większość narzekała jednak na formę – zapowiadano scenariusz i dostali scenariusz, a nie powieść w związku z czym byli dość zawiedzeni tym faktem („bo to nie powinno tak wyglądać!”). Powiem szczerze, że ja też na początku żałowałam, że ósmy tom nie jest w formie powieści tylko scenariusza, jednak zupełnie o tym zapomniałam, gdy zaczęłam lekturę – tak bardzo mnie wciągnęła. Podeszłam do niej z zapałem i bezkrytycznie, nie przypinając jej łatki „kontynuacji”, „ósmego tomu” i nie oczekując, że będzie tworzyć płynną i spójną całość z pozostałymi siedmioma tomami.

piątek, 12 sierpnia 2016

Recenzja "Niezgodnej" Victorii Roth



Zazwyczaj moje wycieczki do biblioteki kończą się moim dumnym wymarszem z naręczem książek, których wcześniej nie miałam zamiaru przeczytać. Tak właśnie było i z tą książką. Widziałam film, który szczerze mówiąc uznałam za dość słaby, przez co jakoś straciłam zainteresowanie całą serią. Poza tym jestem pewna, że wielu z was zdążyło już nawet zapomnieć, że taka książka została napisana. Ale jak już wspomniałam na wstępie, weszłam do biblioteki z zamiarem wzięcia jednej jedynej książki na szwedzki i ewentualnie jakiegoś fajnego kryminału po angielsku, coby mieć co czytać między czytaniem. Wtedy mój wzrok padł na „Niezgodną”. „Kryminał to nie jest, – pomyślałam - ale przynajmniej po angielsku”. I teraz siedzę z kubkiem kawy, batonem i tą nieszczęsną książką.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Recenzja i analiza: "Pojedynek" Marie Rutkoski




Dzisiaj skupimy się na książce o której wszyscy mówią, a którą dopiero teraz miałam okazję przeczytać. Mowa tutaj o pierwszym tomie cyklu „Niezwyciężona” autorstwa Marie Rutkoski, czyli „Pojedynku”. Angielski tytuł serii – Winner's curse, czyli przekleństwo zwycięzcy – ma dla mnie większy sens, ponieważ ma ścisły związek z tematyką książek. Sama autorka napisała, że „osoba wygrywająca aukcję, jednocześnie przegrywa, bo płaci za swoją wygraną więcej niż w ocenie większości oceniających wart jest jej zakup”. Poza tym w tekście również występuje to określenie.  

sobota, 6 sierpnia 2016

Trzy serie książek, których nigdy nie skończyłam.





Darzę miłością ogromną wszelkie trylogie i serie. Kiedy skończę czytać jakąś książkę i wiem, że jeszcze czekają mnie 4 tomy wspaniałej uczty, fangirlingu i emocji, to aż zacieram z radości ręce. Jednak przyznam się, że zdarzyło mi się porzucić, ewentualnie zawiesić, czytanie pewnych serii. I choć zazwyczaj zaciskam zęby i czytam do końca - I am not a quiter! - to ostatnimi czasy coraz częściej zdarza mi się po prostu zamknąć książkę, odłożyć ją na półkę i wcale nie zastanawiać się „co by było gdyby...” i „ciekawe, co się zdarzy w 7 tomie”.